3 x P

... czyli przygotowania, prezenty, pożegnania ...
Maszyna ruszyła, odkąd licznik po prawej stronie wskazuje tylko jedną cyfrę.
Nerwy powoli zaczynają puszczać. Zaczyna do mnie to wszystko docierać.
Ekscytacja miesza się z paraliżującym strachem. Nie mogę jeść, schudłam 2,5 kilo, zdrapuję lakier z paznokci, idę do sklepu po mleko a wracam z dwiema siatkami zakupów, przy czym w domu okazuje się, że w ani jednej ani drugiej nie ma mleka.
Pierwsze pożegnania za mną, łzy się polały, ogólnie jestem miękka jak gąbeczka i wzruszam się, gdy ktoś wypowiada moje imię bardziej pieszczotliwie niż zwykle.
Znam ten stan... i tak bardzo go nie lubię. Chciałabym tam już być, tak co najmniej dwa tygodnie. Obudzić się rano w swoim nowym łóżku,w swoim nowym pokoju, w swoim nowym domu i przywitać się ze swoją nową rodzinką. A w nowym sklepie na 'osiedlu' uśmiechnąć się do swoich nowych sąsiadów.
Ale póki co..the hardest part, the strangest start. 

Nowe walizki dojechały do mnie cale i zdrowe. Prezenty pokażę w następnym poście, gdyż część z nich jest dopiero w drodze. Polecam co najmniej dwa tygodnie przed wylotem zrobić sobie listę rzeczy do załatwienia i grafik, poszperać trochę po forach, aby nie obudzić się na 5 minut przed wylotem i uświadomić sobie, że coś jednak umknęło. Osoby zabierające ze sobą jakieś urządzenia niech pamiętają o przejściówkach i zmianach napięcia w amerykańskich gniazdkach. Z kolei jeśli ktoś chce zaoszczędzić trochę miejsca w walizce i zmniejszyć objętość ubrań, niech zaopatrzy się w worki próżniowe ( ja kupiłam w rossmanie dwa worki za 14,99 , z czego zabiorę tylko jeden na jakieś cieplejsze rzeczy; są też na allegro dużo tańsze, więc warto o tym wcześniej pomyśleć ). I obowiązkowo sprawdzić ząbki przed wylotem, chyba nikt nie chce wydawać potem swojej miesięcznej wypłaty na jednego zęba, zwłaszcza, jeśli można zrobić to tu i teraz. U mnie wizyta na szczęście skończyła się tylko krótkim : nie mam tu nic do roboty, gratuluję, do widzenia. 

Jedyny problem, póki co, mam z zawieszeniem karty w t-mobile. Nie będę tam zabierać swojej karty, więc chciałam zawiesić ją tutaj na rok ( mam abonament ) i wrócić do tego samego numeru po powrocie. Jak się jednak okazuje, czegoś takiego już nie robią. Albo zerwę umowę, albo sama wygaśnie w styczniu. Wszystko spoko, ale ja CHCĘ mój numer. Serio, kocham Go nad życie i nie chcę żadnego innego ... Z innym numerem telefonu już nie będę tą samą patką . No, może tyle w tym temacie, tak będzie lepiej .

Zazdroszczę wszystkim, które doleciały całe i zdrowe i żyją sobie już tamtym życiem. Tylko nie zapominajcie o nas ! :)

Na chwilę zostawiam dziś mój american dream między walizkami i tym totalnym chaosem i pozwolę sobie na ... hm ... chwileczkę zapomnienia :>

Przyjemnego weekendu Wam życzę ;)

P.




9 komentarze:

Karolina Kroczek pisze...

AAAA.. !!! To już tak blisko, mega zazdroszczę :D Dreszczyk emocji jest najlepszy ;-) Powodzonka w tych ostatnich dniach intensywnych... pożegnań, pakowań i przygotowań :) Na pewno będzie tam dobrze, tylko po prostu się tak człowiek nakręca przed, też tak mam :) I czekam na prezentację prezentów ;-) pozdrawiam!

Aleksandra Sobota pisze...

Hahaha, Au Pair to najlepsza dieta - ja przez dwa tygodnie tutaj jadłam jeden owoc dziennie, bo mój żołądek nie był w stanie przyjąć nic innego i też mi waga spadła nieco (:
Nic się nie denereuj, będzie dobrze - korzystaj z czasu, jaki ci został, spędzając go z bliskimi!
No i widzimy się w Nowym Jorku! (:

Anonimowy pisze...

Gratuluje ze wszystko idzie dobrze. Pakowanie jeszcze przed Toba to byla dla mnie rzecz straszna ale jakos poszlo. Wiadomo polowy ciuchow tutaj nie nosze bo kupilam nowe :-):-) A z tymi zabkami to nigdy nie wiadomo ja bylam przed wylotem do USA u dentysty i wszystko bylo ok. Po dwoch tygodniach bycia u rodzinki okazalo sie ze mam dziurke w zebie ale na szczesie wykupilam dodatkowe ubezpieczenie ktore pokrylo koszty wizyty. Wiec zawsze trzeba byc przygotowanym na wszystko
:-) trzymam kciuki za dalszy pozytywny rozwoj spraw. Obecna au pair w CA

Anonimowy pisze...

Trzymam kciuki! Na pewno wszystko będzie dobrze i będziesz mega zadowolona ;)

Nadia Tomczak pisze...

Właśnie, co do ciuchow, jedna byla au pairka polecila mi zabrac ich tylko na pierwsze dwa tyg, bo pozniej sie tak obkupie, ze nie bede wiedziala co ubrac juz po pierwszym tygodniu :P (zwlaszcza jesli ktos lubi kupowac ciuchy, a mysle, ze my kobiety nie mamy z tym problemow :P)

WORKI!!! kurde zupelnie na nie nie wpadlam!! xd hahaha dobre, ZAPAMIETAM :D

Numer... heh ja mialam moj numer od... 8klady podstawowki, czyli odkad dostalam swoj pierwszy tel. Niestety w minionego sylwestra stracilam numer razem z aparatem :( dluga historia, ale od ponad polowy roku mam nowy numer i mysle, ze ciagle jestem ta sama Nadia ^^ chociaz poczatkowo tez bylam zalamana zmiana numeru... takze chyba nie bedzie az tak zle! :)

Zazdroszczę Tobie i razem z Tobą :****

Aga pisze...

Oh, ja też jestem miękka!! Z jedną osobą pożegnałam się już kilka tygodni temu, bo wiedziałam, że w tym roku już jej nie zobaczę, bo nie będzie w Polsce, a później to już w ogóle... i tak się popłakałam, że masakra. Rozumiem więc, o co chodzi.

Worki próżniowe to super sprawa! Sprawdzone i na pewno jeszcze nie raz skorzystam haha

Tylko 6 dni! Niesamowite :O

Aga pisze...

Pewnie, że pamiętam, co pisałaś! Tu nie ma co radzić w sumie. Sama muszę się z tym ogarnąć :).
Dam znać, dam :)

Aga pisze...

Dzięki za przesłanie cierpliwości! :D

martowa pisze...

bardzo chce zobaczyc walizki :D :)
Tak, worki prozniowe to super sprawa. Jednak, ja kupilam jakies pierwsze lepsze w supermarkecie i po jednej podrozy okazalo sie, ze jest dziura i koniec. Po powrocie zaopatrze sie w jakies nowe xD

Hej, glowa do gory - dasz rade ogarnac ten piekny chaos i juz tuz tuz i bedziesz pisac zza oceanu :)

Prześlij komentarz