wiza, good luck i wrześniowy dzień dziecka

I po krzyku !
Moja przyjaciółka i jednocześnie współlokatorka przez jakiś okres czasu ćwiczyła z Ewą Chodakowską i pamiętam, że z drugiego pokoju często słyszałam właśnie to zdanie . Podejrzewam, że po wyjściu z konsulatu wyglądałam i czułam się podobnie jak ona po treningu. Z tą różnicą, że ona słyszała jeszcze w trakcie : to ćwiczenie doskonale podnosi pośladki. Obstawiam, że spotkanie wizowe już niekoniecznie...

Do rzeczy. Teoretycznie w przypadku naszego programu i starania się o wize J-1 spotkanie z konsulem to czysta formalność. Nawet szukając informacji na temat odmów wizy au-pairkom nie znalazłam niczego konkretnego. Nieraz trzeba było dosłać jakieś dokumenty, dodatkowe referencje w przypadku dzieci poniżej 2-giego roku życia, ciśnienie na chwilę podskoczy ale w rezultacie wiza ląduje w paszporcie.
Jednak kilka dni temu, gdy miałam już potwierdzone spotkanie w krakowskim konsulacie, doszły do mnie informacje i do części z Was również, że jedna z dziewczyn nie dostała wizy. Właśnie w Krakowie. 
Na temat tej au-pair wypowiadać się nie będę, bo nie mam zielonego pojęcia jak w rzeczywistości sprawa wyglądała. Nie rozmawiałam z nią, nie wiem nawet jak się nazywa, ile ma lat albo jaki ma rozmiar buta, więc plotek siać nie będę. Jednak na samą myśl, że w Krakowie w konsulacie jest ktoś, kto odmówił wydania wizy osobie, która teoretycznie nie powinna się niczego obawiać, sama na chwilę zwątpiłam. Rozważałam nawet przeniesienie się do Warszawy, gdzie taka sytuacja nigdy się nie zdarzyła i teoretycznie miałabym pewniejszy grunt. Ale poddać się tak łatwo ? Nie ! :)

Wiadomo ryzyko jest zawsze, ale podjąć je trzeba. Może dla niektórych spotkanie wizowe poszło już dawno w zapomnienie i było tylko odhaczeniem kolejnej pozycji na liście przygotowań, ale w obliczu takiej sytuacji, no...co będę dużo mówić, bałam się jak cholera ;) W końcu to nasze być albo nie być. 

Oczywiście wszystko się udało, w rzeczywistości może nie było to spotkanie niczym nadzwyczajnym, ale mam kilka spostrzeżeń, które może Wam pomogą, jeśli też się obawiacie tego, czego obawiałam się ja. 

Zwykle,przygotowując się na spotkanie wizowe skupiamy się na dwóch rzeczach . Po pierwsze przygotować takie argumenty, żeby konsul wiedział, że zamierzamy tu wrócić, bo mamy do czego. Oni nie chcą obcych u siebie. My jesteśmy z wymiany międzykulturowej, mamy wszystko czarno na białym więc nie stanowimy dla nich problemu, ale muszą wiedzieć, że nie spierniczamy z kraju bo nam się tu życie nie układa.
Po drugie, nie bez powodu bierzemy na spotkanie z konsulem referencje. Oni chcą mieć pewność, że się nadajemy. Że takie Polaczki są na tyle fajne, żeby móc zajmować się fajnymi, amerykańskimi dziećmi. Dlatego też chcemy zaprezentować się jak najlepiej, żeby mieli co do tego pewność.

Z mojego dzisiejszego spotkania z PRAWDOPODOBNIE tym samym Panem, który odmówił wizy poprzedniej koleżance wynika,że mogą mieć na uwadze jeszcze coś innego. Wbrew pozorom nie chodzi im tylko o swój własny, amerykański interes, ale też o nasze bezpieczeństwo. Pytania, które zadawał mi konsul wskazywały na to, że w jego oczach au-pair to tania siła robocza, która podjarana jak zapałka miejscem, do którego leci, daje się wykorzystywać i odbębnia w rodzinie czarną robotę. Może trochę wyolbrzymiam, ale wnioskuję to po konieczności opowiedzenia szczegółowo o swoich obowiązkach tam, dodatkowych pytaniach konsula w tym temacie i tego, jak ważna dla niego była umowa między au-pair a rodzicem odnośnie liczby przepracowanych godzin. Nie wiem z czego to może wynikać. Wiem natomiast, że w obliczu takiej postawy konsula najważniejsza dla nas jest stanowcza obrona swojego stanowiska i udowodnienie Panu, że doskonale wiemy, co robimy i czego chcemy. 

Na początku zostałam zapytana o to, ile mam lat i czym się w ogóle zajmuję. I w takich chwilach ubóstwiam zajęcia z komunikacji interpersonalnej. Mówcie tyle, ile trzeba, ale w taki sposób, żeby drugą osobę zainteresować i wkręcić między zdaniami coś, co druga osoba chce usłyszeć. Ja opowiedziałam mu o ukończonych właśnie studiach, chęci wyjazdu w celu poznania nowej kultury i żeby przemyśleć jakie studia magisterskie chcę podjąć w przyszłym roku. TADAM. Ukryta informacja dla konsula, którą chciał usłyszeć : tak, chcę tu wrócić i wiem po co. 
Dalej przeszliśmy do rodzinki. Co to za rodzina, ile dzieci, wiek. Opowiedziałam więc o mojej single mom, która adoptowała chłopca w tamtym roku, gdy ten miał wówczas 4 latka. Zaciekawiony konsul spytał, czy dziecko jest normalne, czy ma jakieś upośledzenie ( nie wiem dlaczego połączył jedno z drugim ). Powiedziałam, że całkowicie normalne. Dodałam też, że zajmowałam się takimi dziećmi, ponieważ w ramach studiów miałam praktyki w domu dziecka. TADAM . Kolejna informacja dla konsula : tak, proszę pana, nadaję się.
Obowiązki, tu pan konsul był szczególnie wrażliwy. Podałam mu schemat dnia, czyli przygotowanie małego do szkoły, w międzyczasie pranie JEGO rzeczy, ogarnięcie JEGO pokoju, czynności związane tylko z NIM. Po powrocie ze szkoły przygotowanie dla NIEGO posiłku, zajęcia dodatkowe bądź w domu aż do przyjazdu host mamy. I w tym momencie pan upewniał się raz jeszcze, czy gotuję wyłącznie dla niego i czy sprzątam wyłącznie jego rzeczy. Więc tak, moje obowiązki dotyczą tylko chłopca i wszystkiego, co związane z nim. Powiedziałam również, że rozmawiałam z ich obecną au-pair, która bardzo ciepło wypowiada się na temat rodziny. TADAM. Informacja dla pana po drugiej stronie okienka : wiem, gdzie jadę, mam pewność co do wykonywanych obowiązków, kontaktując się z obecną au-pair mam jakieś poświadczenie tego, że jadę w bezpieczne miejsce i nikt nie zamierza mnie tam wykorzystywać. Dodatkowo konsul zażyczył sobie umowy dotyczącej ilości godzin. Jeśli Wasza agencja daje Wam tylko list, to zadbajcie o to, aby w razie czego zaopatrzyć się w jakąś umowę, gdzie będzie jakakolwiek wzmianka o godzinach bądź obowiązkach. Myślę, że w moim przypadku chciał po prostu mieć na papierze to, o czym mówię.

Przy rejestracji dostajemy broszurkę z naszymi prawami, jako pracownika. Konsul zapytał mnie tylko, czy przeczytałam i czy mam jakieś pytania w tej sprawie. Podkreślił, że nasze bezpieczeństwo jest niezwykle ważne i żebym pamiętała, aby nikomu nie dawać swojego paszportu, bo nikt nie ma prawa mi go zabierać. Słowo bezpieczeństwo podkreślił bardzo wyraźnie. 

Good luck! I wizę dostałam. Nie trzeba ściemniać, nie trzeba koloryzować. Najważniejsze : uśmiech. Zanim zaczęłam cokolwiek mówić i zanim się przywitałam strzeliłam najszerszy uśmiech, jaki potrafiłam. I wierzcie mi, był jak najbardziej szczery. Wprawdzie mamy świadomość, że właśnie od tego Pana w dużej mierze zależy nasz rok w Stanach, ale nie zapominajmy, że tak naprawdę wszystko w naszych rękach. Tak więc : uśmiech, pewność siebie i stanowczość w głosie. Byle nie zakrawało to o cwaniactwo. Naturalnie przede wszystkim ! Mamy wystarczająco dużo czasu, żeby wybrać rodzinkę, do której jedziemy i ją poznać. Ja jeszcze wczoraj wygooglowałam sobie dokładnie kim z zawodu jest moja hostka. Z jednej strony dlatego, żeby umieć odpowiedzieć na to pytanie i nie jąkać się przy mówieniu vice president of information technology delivery effectiveness, ale również żeby jeszcze lepiej Ją poznać. W końcu czeka mnie rok z Nimi :)

Niech konsul wie, że doskonale znamy program i zakres swoich obowiązków, potrafimy zadbać o siebie i swoje interesy. Jeśli chodzi o te prawa, broszurka ma kilka stron, na niektórych spotkaniach wizowych zdarzało się, że konsul pytał o któreś z nich. Jest wystarczająco dużo czasu w poczekalni na ogarnięcie tych paru stron, gdyby ktoś jednak chciał się przygotować już wcześniej, to podaję stronkę, którą znalazłam wczoraj. Dokładnie ta sama broszura w formie pdf :
http://www.studentpoint.pl/download.php?file_id=1616
No, mimo pewności siebie nie zapominajmy o skromności. Nie chodzi o to, żeby z każdego naszego słowa aż kipiała zajebistość. Za kozaczeniem przecież nikt nie przepada ;)

Być może przypadek z odmówieniem wizy był jakiś wyjątkowy, tego nie wiemy. Nie ma co panikować, tylko spojrzeć na swoją sytuację z różnych perspektyw i wszystko da się zrobić. 
Gdyby ktoś miał dodatkowe pytania dotyczące spotkania właśnie w Krakowie, np. odnośnie całej procedury tam na miejscu ( która rozpoczyna się od zostawienia swoich rzeczy u fotografa na przeciwko :D ) , to piszcie ;)

A jeśli chodzi o dzień dziecka. Dostałam przedwyjazdową wyprawkę od mamy i muszę się pochwalić. 
Bo przecież : Przyda Ci się, Patka...


Tradycyjnie : Trzymam kciuki ! :)

P.


9 komentarze:

Anonimowy pisze...

Ja dopiero czekam na otwarcie room'u, ale kiedys tez bede miec rozmowe wlasnie w Krakowie :)

Patrycja Żak pisze...

Nie taki Kraków straszny...:)
W razie pytań - pisz !

Anonimowy pisze...

super ze Ci sie udalo! ja u tego pana ( taki ciemniejszy kolor skory) to nie dostalam wizy ale to turystycznej ;( chociaz mialam dochod i szkole. pozdrawiam.

Aga pisze...

"Wiadomo ryzyko jest zawsze, ale podjąć je trzeba." - DOKŁADNIE! W każdej sytuacji to zdanie powinno nas prowadzić dalej!

Jeśli chodzi o odmowy wiz dla au pair, to raz przeczytałam, że dziewczyna nie dostała wizy, bo z nerwów zapomniała, jaki jest numer alarmowy w Stanach i nie potrafiła z pewnością powiedzieć, gdzie dokładnie mieszka rodzina. No w sumie rozumiem, że powinna to wiedzieć, ale własnie najgorsze są sytuacje, kiedy komuś tak bardzo zależy, że nie potrafi zapanować nad swoimi nerwami.

Dobrze, że u Ciebie tak sprawnie poszło :))

Nadia pisze...

Kurde ty to jesteś agent "strzelilam najpiekniejszy usmiech" wydaje mi sie ze pan konsul od razu cie polubil :D Fajny byl chociaz? xd hahaha
Ej a wgl to wyprzedzasz moje myśli! (a raczej twoja mamuska) bo chcialam wlasnie z toba gadac na temat kompa :P bo sobie tam myslalam i myslalam i nie wiem, czy kupic przed wyjazdem czy lepiej juz tam w stanach. Chociaz ja o tym mysle, to tam moge nie miec z polska obsluga, a to badz co badz pomaga przy nowym sprzecie :D

Anonimowy pisze...

Jeśli chodzi o kupno kompa, to bardziej opłaca się w stanach, możesz sobie porównać ceny, napszykład na apple.com (strona w USA) z apple.pl , tylko pamiętać trzeba o doliczeniu podatku do ceny w stanach, jakieś 10-15%. Jeśli ineteresuje cię MacBook od Apple to moge polecić z pełnym przekonaniem, co do obsługi to można sobie wybrać język obsługiwany jako polski, mało tego, można sobie wybrać dwa, albo więcej języków i wtedy jednym przyciskiem zmieniać je. Ja tak mam w iPad kupionym w Kanadzie, przy pierwszym włączeniu wybrałem sobie język polski i angielski, i bez problemu przełączam między nimi. Co do konfiguracji i obsługi jest to najlepszy system, intuicyjnie i łatwy w obsłudze, a miałem już dużo komputerów z różnymi systemami, i myśle że każdy kto miał Maca przyzna mi racje. Jeśli jednak interesuje Ciebie jednak coś innego to sprawdź sobie na internecie wcześniej cenny, ale bardziej się opłaca w Stanach i Kanadzie kupować sprzęt, bo przebitka jest na niektórych modelach o 1000zł i więcej.

Pozdrawiam :)

Nadia pisze...

Dzieki Anonimie :D przemysle sprawe, chociaz szczerze bardziej zastanawialam sie nad Sony niz Apple, ale jeszcze nie zdecydowalam. Poza tym nie znam sie w tych tematach dlatego tym bardziej zwlekam z kupnem ^^

Anonimowy pisze...

Jak masz jakieś pytania to pisz, chętnie pomogę :) Miałem też Sony i bardzo sobie go chwaliłem za jakość wykonania i bezawaryjność, no do momentu kiedy mi spadł ze stołu. Mówią że o gustach się nie dyskutuje więc myśle że powinnaś kierować się swoimi odczuciami :)
Ceny łatwo jest sprawdzić, zasada dla Sony i innych firm jest taka sama, wchodzisz na stronę w USA i tam masz ceny podane danych modeli, wtedy miżesz sobie porównać z cenami w Polsce. Są też promocje w dużych siecówkach jak walmart, target, best buy, no I zawsze jeszcze jest eBay ;) Możliwości jest dużo :)

Pozdrawiam :)

martowa pisze...

wiza jest, komputer jest .... - no to w drogę! :D

Prześlij komentarz