pierwsze dni u Host Family

W końcu mogę przejść do 'przyjemności' :)

Wiem,że poprzednie posty były męczące, ale mam nadzieję, że dla osób z APC będą przydatne.

Przed odebraniem mnie z hotelu przez hostkę zaczęłam się denerwować. Ale jakoś tak dziwnie, inaczej niż zwykle. Ee, może po hamerykańsku ;) Na szkoleniu rozmawialiśmy o tym, jak się przywitać. Uściśnięcie dłoni, przytulas, a może buziak w policzek ? Ja zrobiłam wszystko jednocześnie, plus jeszcze rzuciłam się na moją hostkę wgniatając jej w żebra mojego laptopa,  po czym stanęłam obok i ją przeprosiłam :] Debil.

Jechałyśmy do domu i się zgubiłyśmy. Zaczęła przeklinać i panicznie się śmiać na zmianę i w tym momencie zaczęłam się obawiać ;) Na szczęście dojechałyśmy całe i zdrowe. Powitała mnie obecna au pair - Renata, która jest ze mną do środy i wdraża mnie we wszystko co związane z Młodym, z domem i okolicą.

Mój mały T. ma 5 lat, jest bystrzakiem i łobuzem, tak w skrócie mogę go opisać. Ale jest też niesamowicie kochany. Mam Go jednego, więc myślę, że sobie poradzę. Podejrzewam, że od środy pierwsze dwa tygodnie będą ciężkie, a potem już rutynowo poleci.

Schemat dnia mam dosyć prosty. Wczesna pobudka po 6:00, żeby być dostępna dla Młodego kiedy wstanie. Przypomnę, że moja hostka jest single mom i pracuje od rana do wieczora w NYC. Młody od 9 do 16 jest w szkole, wtedy mam czas dla siebie, po wcześniejszym ogarnięciu jego pokoju, kuchni i ogólnie zapanowaniu nad chaosem. O 16 odbieram Go z przystanku, odrabiamy zadanie i zwykle jedziemy na zajęcia. We czwartek byliśmy na karate i zostałam już przez Niego przedstawiona instruktorom jako jego 'new girl' ;) Oprócz tego jeździ też do biblioteki oraz na piłkę nożną. Po powrocie obiad, prysznic, o 18:30 wraca hostka i przejmuje Go około 19:00. Jeśli w praktyce będzie to tak funkcjonowało, to będę wniebowzięta ;)

W piątek towarzyszyłam we wszystkim obecnej au pair, pojechałyśmy też załatwić moją social security card. Po południu wzięłyśmy Młodego na boisko, żeby potrenował przed sobotnim meczem.

W sobotę rano poszliśmy właśnie na mecz. Wzruszyłam się milion razy jak widziałam takie małe krasnale biegające za piłką :) Zaraz po meczu hostka z Młodym wybrali się do Jej matki i zostali aż do dzisiaj, więc miałyśmy chatę wolną i czas dla siebie. Pojechałyśmy więc na zakupy do Roosevelt. Ceny rzeczywiście powalające. Tak niskie w sensie. Nie wierzyłam, dopóki nie zobaczyłam i już wiem, że moje oszczędzanie poszło się...paść.

Nagle niespodzianka :) Bodajże w pierwszym poście wspominałam, jak bardzo pomocna osobą okazała się dla mnie Izka. Była osobą dla mnie całkowicie obcą, znaną jedynie z bloga, potem z facebooka. Jako pierwsza dowiedziała się o moich planach i wierzyła w ich realizację bardziej niż ja sama :) W trakcie aplikacji okazało się, że wylądowałam dosłownie kilka minut od Niej. A wczoraj właśnie trafiłyśmy na siebie PRZYPADKIEM w ogromnym centrum handlowym, w tym samym sklepie :) Kind of magic. Tym własnie sposobem umówiłyśmy się na imprezę, moją pierwszą i ostatnią Renaty, czyli obecnej au pair.
Ale o tym już pisałam ;) Pół roku temu beczałam na parapecie po tym, jak czytałam, jak spełnia marzenia, a wczoraj bawiłam się razem z nią w klubie :) Jak się bardzo chce, to można !

Dzisiejszy dzień dosyć leniwy. Nadrobiłam dużo zaległości, powysyłałam zdjęcia dziewczynom z orientation, ogarnęłam mapki, przewodniki, handbook od mojej hostki, a także rozpisałam sobie na karteczce milion pytań i od jutra o 6:00 startujemy.
Można powiedzieć, że wyszłam na czysto.

Moim celem przed wyjazdem było : jak najmniej komputera, jak najmniej Polski.I od jutra tak zamierzam, bo wystarczył mi dzisiejszy dzień w zwolnionym tempie i z dużą ilością facebook'a i mam serdecznie dość :)

Jest mi tu dobrze! Nawet bardzo. Mieszkam w pięknym domu z idealnie przystrzyżonym trawnikiem, który co piątek jest pielęgnowany przez ogrodnika. Idealne domki jeden koło drugiego, z pięknymi samochodami na podjeździe. Nie lubię słowa "ślicznie", ale tu naprawdę wszystko jest...śliczne :)
Kojarzy mi się z simsami, brakuje tylko basenu za domem, w którym mogłabym usunąć schodki i utopić sąsiada :)

Zaległości nadrobione, sprawy organizacyjne ogarnięte, mogę zacząć spełniać swój american dream.
Życzcie mi szczęścia.

I piszcie, jeśli potrzebujecie pomocy!

Załączam taką maleńką namiastkę : mój pokój i widoki z okna.







P. ;)


14 komentarze:

Aleksandra Sobota pisze...

Bardzo śliczny pokój i okolica, strasznie się cieszę, że wszystko na razie rzeczywiście jest jak amerykański sen... oby tak dalej ;)

Aga pisze...

"Jak się bardzo chce, to można !" - OCZYWIŚCIE, że tak! Dokładnie to samo uważam :)).
Załamałaś mnie tekstem o cenach, bo też chciałam trochę przyoszczędzić... No cóż, trudno, takie życie haha
Mam też podobne zdanie, co do "jak najmniej Polski". Dokładnie to samo sobie zaplanowałam.
Fajnie się czyta Twoje posty! Dużo info i naprawdę ciekawe są. Mam nadzieję, że wszystko dalej pójdzie tak dobrze, jak jest do tej pory i dalej będziesz zadowolona.
A jak ja już tam polecę, to koniecznie musimy się spotkać :)
Paaa! :*

Monis pisze...

Kochana MARZENIA SIĘ SPEŁNIAJĄ i jesteś na to żywym przykładem i inspiracją!
Aaa, i pamiętaj, gdyby jakiś sąsiad był niemiły, to pomogę Ci usuwać tę drabinkę z jego basenu, haha! :-)))

Dzięki za wszelką pomoc i cenne informacje! See you soon :)

Anonimowy pisze...

wow pokoj super przyozdobisz go troche i bedzie jeszcze przytulniejszy ;) pozd jagoda

KamilaMJ pisze...

Śliczny pokój. I ten widok, dużo zieleni, Ślicznie :)

Anonimowy pisze...

a jak z językiem? wszystko potrafisz powiedzieć i wszystko rozumiesz,nie miałas blokady? na jakim poziomie miałaś angielski przed wyjazdem? nie tesknisz za rodziną?
przepraszam za tyle pytań,ale zastanawiam się nad wyjazdem w lipcu,a moją zmorą jest właśnie język i planuję nawet korepetycje jesli będę pewna wyjazdu;/

JollyMakeUp pisze...

Czadowo , że się realizujemy :-) u mnie dzisiaj pochmurno, ale od jutra znów słońce ma wskoczyć ;-) buziak!

Anjaa pisze...

Aww! No to cudnie, jak już to czytam na blogach.. to coraz bardziej chce już wyjechać i sie nie moge doczekac!

Klaudia pisze...

Całkiem przyjemny masz pokoik :) Z czasem dodasz pare drobiazgów i bedzie z dnia na dzien ładniejszy :) Pamietam jak to moj ozdabiałam a teraz sie martwie jak to spakuje !!! Zatem ograniczam kupowanie dodatkow do pokoju w mazymalnym stopniu :)

Sandra pisze...

ładny pokoik :) Chciałabym mieszkać w takiej okolicy :D
Cieszę się bardzo, że u Ciebie wszystko dobrze :*

Anonimowy pisze...

Moje ulubione zdanie z notki : ' jeszcze rzuciłam się na moją hostkę wgniatając jej w żebra mojego laptopa, po czym stanęłam obok i ją przeprosiłam :] ' xD
PS; Jak byłs po wize w Krakowie to mialas ze soba umowe?

Anonimowy pisze...

hej! może głupie pytanie,ale co Twoje rodziny pisały w referencjach gdzie jest pytanie o specjalne umiejętności i zdolności? moje są w trakcie wypełniania referencji i nie wiedza czy dobrze to wypełniaja i ja sama też nie wiem;/

Paula pisze...

Haha dokładnie jak w Simsach :D ja sie tu czasem czuje jak bym była jednym z simów :-P ok, to powodzenia tam! I może sie spotkamy niedługo, bo Ty też na long island, prawda? No i też byłam w Roosevelt Field. BUZIAKi

martowa pisze...

Pati, Twoje notki zawsze mnie strasznie podbudowuja! Ostatnio troche za duzo czytalam o rematchach, klopotach z wizami i ogolnym rozczarowaniem. A tutaj czytam i kurcze - dziewczyna jest naprawde szczesliwa. Oby tak dalej i trzymam kciuki za to by idealny ogrodek byl coraz piekniejszy, a czas wolny zaskoczyl Cie niejednym pozytywnym wydarzeniem :)

Prześlij komentarz