pytania, język, walizki ...

Tak, to znowu ja :) Pojawiło się parę pytań, więc zamiast odpisywać pod komentarzami odpowiem tutaj :)

Przeglądając komentarze przypomniało mi się, że zapomniałam napisać o walizkach. Sporo osób przed wyjazdem inwestuje w nowe, porządne walizki, żeby przetrwały niejedną podróż i żeby uniknąć niemiłych niespodzianek na lotnisku. Od kilku dziewczyn słyszałam, że materiałówki mają tendencje do rozerwania, plastik natomiast do pękania. Nie wiem, miałam dotychczas dwie materiałowe walizki, z których korzystałam i latały ze mną kilkakrotnie i nic się z nimi nie stało. Jednak przez 3 lata cotygodniowej jazdy z Krakowa do Wadowic i na odwrót zdążyły się wysłużyć, więc postanowiłam nie ryzykować i kupić nowe, poliwęglanowe, dosyć masywne i póki co dają radę. Żadna nie ucierpiała, dowiozłam wszystko łącznie z porcelanowymi filiżankami ;)

Walizki są z firmy David Jones, zamawiałam je na allegro u tego pana http://allegro.pl/listing/user/listing.php?us_id=627184. Ma dobre ceny i ekspresową przesyłkę ( u mnie były w 1,5 dnia od zamówienia ).
Warto przeglądnąć wszystkie jego produkty, bo czasem ta sama walizka miała dwie różne ceny.
Za większą zapłaciłam 170zł, za mniejszą podręczną 115zł ( wymiary w sam raz dostosowane do wymogów wielu linii lotniczych, ale lepiej się wcześniej upewnić ).




Kilka osób pytało o język. Myślę, że ciężko to określić bo to bardzo indywidualna sprawa. Ja się dogaduję, nie rozumiem wszystkiego, ale w razie problemów pytam, wymachuję rękami na wszystkie strony, tworzę wyrazy, które nie istnieją i w rezultacie się dogaduję. Blokady pozbyłam się w tamtym roku, gdy pracowałam przez 3 miesiące w Grecji i musiałam się posługiwać językiem angielskim bo mieliśmy wśród pracowników mix kulturowy :) Trwało to mniej więcej tydzień, na początku starałam się rozumieć, a dopiero później mówić. Przed wyjazdem do USA angielski miałam na poziomie B2+, taki egzamin zdawałam w tym roku na uczelni. Ale nauka angielskiego a używanie go w praktyce to dwie różne sprawy :) Proponuję zawrzeć jakieś znajomości międzynarodowe i wymieniać z nimi wiadomości, oglądać seriale/filmy z angielskimi napisami, a nie polskimi. Mój kumpel ostatnio przyznał, że chciałby nauczyć się języka komunikatywnie a nie ma do końca takiej możliwości i od tego czasu postanowiliśmy pisać po angielsku :) Zawsze w przypadku nowego słówka zmusza nas to do otworzenia słownika. Nie ma się co martwić ! Dotychczasowa nauka na pewno nie idzie na marne, a po to tu jesteśmy, żeby ten angielski rozwinąć i nikt nie wymaga od nas płynności i używania kosmicznych wyrazów :) Po to też jest szkolenie i właśnie dlatego nazywa się 'orientation', żeby ten pierwszy szok przeżyć wspólnie i się w tym wesprzeć! Bez obaw ! :)

Tęsknota za rodziną ? Hm.. nie, jeszcze nie tęsknię. Jestem tu dopiero tydzień ( masakra, jak zleciał! ). Pierwsze poranki jeszcze na szkoleniu były dla mnie najgorsze. Potęgowało to wszystko zmęczenie. Jak jestem niewyspana, to choćbym leżała na Hawajach i popijała drinka to nie potrafię się w pełni tym cieszyć :) Tak więc poranki z mega zmięciem doprowadzały do tego, że chciałam zamknąć oczy i obudzić się w swoim łóżku. Teraz jak już nabieram tutejszego tempa i się z nim oswajam, staram się skupiać na tym, co się tutaj dzieje. Tęsknoty do siebie nie dopuszczam, nie ma na nią po prostu miejsca. Skype jest, facebook jest. Mimo, że na początku wydawało mi się,że na nic się to nie zda, bo to nigdy nie będzie to samo, to naprawdę dużo daje możliwość porozmawiania z kimś i życie w świadomości, że bliscy są zdrowi, szczęśliwi i wszystko w porządku.

Jak byłaś w Krakowie po wizę to miałaś ze sobą umowę ? 
Tak, to był dokument, który agencja mi dosłała dosłownie dzień przed rozmową w konsulacie. Od jakiegoś czasu ten jeden pan konsul wymaga tego i nie wystarczy już tylko immigration letter z agencji, ale trzeba mieć tą umowę. W moim przypadku to był papierek, który podpisywałam elektronicznie po zatwierdzeniu rodziny. Dotyczył głównie wymiaru godzin pracy, obowiązkowego chociaż jednego pełnego weekendu w miesiącu itd. Upominajcie się w agencjach o taką umowę. A w zasadzie o jakąkolwiek, gdzie obie strony będą podpisane co świadczyć będzie o zaakceptowaniu warunków programu :)
Odsyłam też do całego posta odnośnie spotkania wizowego w Krakowie kilka postów niżej. Może się przyda ;)

Referencje -> pytanie o specjalne umiejętności/zdolności
W zasadzie to jest parafraza cech charakteru, zachowań a nie jakichś szczególnych talentów. Ja miałam 3 referencje. Jedna pani wpisywała tam umiejętności taneczne, bo uczyłam dzieciaki tańczyć ;) W innych jest komunikatywność, kreatywność, umiejętność szybkiego nawiązywania kontaktów z dziećmi i wzbudzanie ich zaufania ( :D ),poczucie humoru itd. Te referencje tak naprawdę są tylko czystą formalnością. Wiadomo, że osoba je wystawiająca będzie wypowiadała się o nas jak najlepiej. Ważniejsza jest ilość godzin i wymiar wykonywanych obowiązków.
W zależności też od agencji referencje są sprawdzane na różne sposoby. W moim przypadku Pani Iza z GAWO dzwoniła i tylko pytała, czy dana osoba rzeczywiście wystawiała referencje i tyle.
Za bardzo koloryzować referencji nie polecam, bo później w rzeczywistości wszystko się zweryfikuje, więc lepiej pisać szczerze i oszczędzić rozczarowań sobie i host family.

Póki co namierzyłam tyle pytań i mam nadzieję, że choć trochę rozwiałam wątpliwości.

Jeśli o mnie chodzi, to dziś poranek spędziłam już sama z moim Małym i daliśmy radę! Obecna au pair była w pogotowiu w razie czego, ale nie było potrzeby, więc mogła sobie pospać dłużej :) Udaje mi się rozpracować Małego i poszło zaskakująco gładko jak na pierwszy wspólny poranek. Mam nadzieję, ze to nie cisza przed burzą.
Ogólnie zadawanie pytań, robienie notatek i zapisywanie wszelkich wątpliwości to doskonały sposób na ominięcie niespodzianek i bycie gotowym na wszystko :)
Jedyną niespodzianką jaka mnie spotkała rano było tylko natrafienie w szafce na ziemniaki w proszku ... o_O.
Szybko jednak ją zamknęłam i udaję, że to się nie wydarzyło naprawdę :)
A 7 godzin wolnego w ciągu dnia to naprawdę fajna sprawa :D

Za wszystkich przygotowujących się do wyjazdu trzymam kciuki i życzę powodzenia !
Dla mnie to był ogromnie burzliwy okres w życiu, wiem co czujecie, wiem też, że przebrniecie przez to dzielnie, a później będziecie w niebie :D

P.





11 komentarze:

Anonimowy pisze...

baaaardzo dziękuję za takie rzetelne odpowiedzi! wszystkie bardzo mi pomogą:)
pozdrawiam i powodzenia w USA:)

Paula pisze...

Nie wierzę... Ziemniaki w proszku???

Anonimowy pisze...

Dziękujemy! <3

czarnonaczarnym pisze...

Tu można znaleźć wszystko w proszku ;)

czarnonaczarnym pisze...

Ziemniaki w proszku to jeszcze do przeżycia...ale masło w sprayu ?

Anonimowy pisze...

Ogulnie tu wszystko można spotkać, przetworzone tak by ułatwić i srkrucić proces przygotowywania. Nie dajcie się jednak zwieść, nawet produkty wydawało by się naturalne i zdrowe, wcale takim nie muszą być. Ameryka zezwala na stosowanie GMO. Mleko, mąka, jajk, owoce, warzywa i oczywiście produkty z nich przetworzone smakują inacze

Nadia Tomczak pisze...

Pisz tak więcej, dużo pomagasz! :*

Monis pisze...

Ozłocę Cię kiedyś za wszystkie te rady i informacje! Jesteś inspiracją ze swoją odwagą, dlatego z optymizmem powoli pakuję walizki i zmierzam Cię w końcu poznać! ;-)

Patrycja Żak pisze...

CZEKAM ! :*

Aga pisze...

Cieszę się, że tak wszystko bez większych problemów. Oby tak dalej :)

martowa pisze...

David Jones jest swietny! Mam ogromna walizke kupiona kilka sezonow temu i jest niezniszczalna. Twoje tez sie dobrze sprawuje rozumiem? :D
No i super, ze z Malym sie dogadujecie i ze wszystko jest na dobrej drodze do kolejnego pozytywnego dnia :)
buziaki!

Prześlij komentarz