miesiąc !

Witam po przerwie.

Na początku chciałam ogromnie podziękować za miłe słowa, wiadomości, komentarze pod ostatnim postem. Miło mi niezmiernie i dzięki Wam wiem, że warto trzymać się swoich założeń i brnąć przed siebie mimo trudności :)

Usilnie szukałam w ostatnich dniach motywacji do napisania postu, gdyż dzieje się dużo, ale nie byłam pewna, czy aby na pewno chcę to pisać i czy mogę. Wynika to z tego, że skupiałam się dotychczas głównie na tej informacyjnej stronie bloga, dotyczącej organizacji całego wyjazdu, formalności, krok po kroku tego, co może się okazać dla Was pomocne i co każda au pair przed wyjazdem wiedzieć powinna. Zapomniałam jednak, że ten blog to też mój 'pamiętnik' i jeśli miałabym ochotę napisać tutaj jakiego koloru mam dzisiaj stanik to mam całkowite prawo to zrobić, co nie? ( Błękitny)...  Zwłaszcza, że jestem tu..równy miesiąc! Tak, nie mam pojęcia gdzie się podział, ale licznik pokazuje wyraźnie, że dokładnie miesiąc temu stanęłam na amerykańskiej ziemi. Formalności zatem się skończyły, zaczęło się prawdziwe życie, nie tylko au pair, ale przede wszystkim 'młodej' ( :D ) dziewczyny w zupełnie innym świecie, wśród nowych ludzi, każdego dnia podczas najprostszych czynności odkrywającej coś nietypowego, zarówno wokół jak i w sobie samej :)

W wolnej chwili zamierzam zrobić zakładki,żeby nowe osoby mogły szybko poczytać o całej aplikacji i rzeczach związanych z organizacją, jak to wszystko wyglądało w moim przypadku.

Tymczasem czas na pisanie o bzdetach, głupotach, plotkach, ploteczkach, problemach, rozterkach, wątpliwościach ... o wszystkim.

Spodobały mi się ostatnio blogi typowo lifestylowe, więc nie zdziwcie się, jeśli od czasu do czasu wrzucę zdjęcie tego, co jadłam na śniadanie albo tego, co akurat mam na wyciągnięcie ręki. Zamierzam również przeprosić się z moim aparatem i robić więcej zdjęć, bo już wiem, że jak nie zacznę tu i teraz, to będę żałować. Piszę to, żeby ostrzec przed moim zanudzaniem. Jeśli ktoś będzie chciał jakieś konkretne informacje odnośnie wyjazdu to w dalszym ciągu służę pomocą :)

Tak więc...

Jeśli chodzi o relacje z rodzinką, to wszystko układa się jak najlepiej. Mój Mały T. jest już w zupełności oswojony, zrobił się z niego przytulajek. Często nawet po godzinach przed snem przychodzi do mnie do pokoju, wskakuje pod kołdrę i siedzimy razem. Uprzedzę Wasze wątpliwości : nie, nie przeszkadza mi to i nie stanowi problemu. Jeśli tylko nie robię nic konkretnego i mogę poświęcić mu chwilkę, robię to z przyjemnością. Oczywiście ma swoje kaprysy, ale pracuje mi się naprawdę przyjemnie.
Przeanalizowałam ostatnio swój grafik i w zasadzie nie pracuję nawet kontraktowej ilości godzin. Wprawdzie zaczynam wcześnie rano i kończę wieczorem, jednak przerwa w ciągu dnia sprawia, że nie odczuwam tego w zupełności i jak najbardziej mi to odpowiada.

Mogłabym powiedzieć, że wpadłam w rutynę... jednak słowo 'rutyna' tutaj nie istnieje. Nawet przy powtarzaniu codziennie tych samych czynności dzieje się coś nowego. Zapisałam się na siłownię, więc rano po odprowadzeniu małego na autobus staram się iść spalić trochę kalorii.
Ogarniam tutejsze sklepy, poznaję ludzi na każdym kroku.
Chyba nie wspomniałam o ostatnim block party sprzed dwóch tygodni, gdzie miałam okazję poznać większość sąsiadów i wręcz zauroczyć się ich wzajemną serdecznością wobec siebie. Dzięki temu też czuję się tu naprawdę bezpiecznie.

W weekendy staram się wychodzić gdziekolwiek, dwa tygodnie temu zaliczyłam kolejną imprezę, tym razem z miejscowymi au pairkami. Tworzymy sobie tutaj taką naszą małą społeczność i zawsze jest z kim wyjść. Poznałam też au pair z Niemiec, która mieszka zaledwie minutę ode mnie, mieszka na tej samej ulicy, więc spędzamy ze sobą sporo czasu. Nieraz wystarczy nam nawet wieczorny spacer, żeby trochę wychillować ;)

Nowy Jork odwiedziłam póki co dwa razy. Postanowiłam przy każdej wizycie w NYC odhaczyć coś z listy 'must-see'. Podczas pierwszej wizyty udało się nam uczestniczyć w Paradzie Pulaskiego, przejść 5th AVE, zobaczyć Flatiron Building, a także pospacerować po Central Parku, choć nie udało się nam dojść nawet do połowy a musieliśmy szukać ławeczek, żeby trochę odpocząć. W sumie to M. musiał ! ;p Jak ktoś nie czytał bądź nie zna jeszcze to odsyłam na bloga M. Tutaj bardziej szczegółowa relacja : http://maleaupairstory.blogspot.com/2013/10/spacerem-po-nowym-jorku.html  (tak, strasznie jestem wygodna i leniwa :) ).
Druga wizyta miała miejsce w ostatnią niedzielę. Wraz z Olką (http://aupairytale.blogspot.com/) oraz Monią (http://lekkoszurnieta.blogspot.com/) .. (czy wszyscy moi znajomi, cholera, mają bloga ?! :D ) udało nam się w końcu zaprzyjaźnić z nowojorskim metrem, zgubić się kilka razy i odnaleźć w drodze na Green Point, zjeść pierogi w polskiej , dość komunistycznej i pachnącej schabowym restauracji 'Pyza' oraz uśmiechnąć się do butelkowanego Żywca i Lecha w polskim sklepie :) Chciałyśmy zobaczyć troszkę więcej Brooklynu, ale przez dłuuugie maszerowanie brakło nam czasu i sił, więc wycieczkę zakończyłyśmy w Williamsburgu, czyli brooklynowskiej dzielnicy graniczącej z Green Point'em. Zmęczone, ale szczęśliwe zakończyłyśmy weekend i postanowiłyśmy na następny raz bardziej szczegółowo planować wyprawy po NYC, żeby nie tracić czasu na robienie maślanych oczu do wujka google map :) Nie mam niestety zdjęć z tej wyprawy, bo miałam lenia na aparat, ale dziewczyny jak przykładne japońskie turystki strzelały foty to tu, to tam, więc będę się ładnie następnym razem do Nich uśmiechać z nadzieją, że trafią i do mnie :)

Nowy Jork, hm, może przereklamowany, może nie? Nie wiem, ja z każdą kolejną wizytą zakochuję się bardziej w tym mieście. Nie przeraża mnie jak jeszcze parę miesięcy temu, kiedy to wizja poruszania się po nim odbierała mi pewność siebie :) Stopniowo rozpoznając już niektóre miejsce zaczynam się utożsamiać z tym miastem, ludźmi, wszystkim !

Po miesiącu czasu mogę powiedzieć, że jestem ogromnie szczęśliwa. Czekałam na to bardzo długo i nie zawiodłam się. To jest dokładnie to, czego mi było trzeba i mam nadzieję,że czas trochę zwolni. Już teraz rozpisując sobie listę rzeczy do zrobienia mam wrażenie, że tego czasu na wszystko mi braknie, zatem zamierzam korzystać ile się tylko da i nie odkładać ważnych rzeczy na później.

Cieszę się, że mam tu naprawdę fajnych ludzi, dzięki którym wydaje mi się, jakbym tu żyła od lat i nie musiała się obawiać o to, do kogo się zwrócić, gdyby cokolwiek złego się wydarzyło.

No i co jeszcze ? Ubiegły weekend, włączając w niego niedzielną wycieczkę po NYC, spędziłam w Tenafly u Olki. Czarne BMW, zakupy ( kupiłam tylko buty w HM, ale jak jeszcze raz pojadę z Nią na zakupy to będzie po mnie i po moich pieniądzach ), truskawki, ploteczki, czyli wszystko, co było nam tego dnia, wieczoru i nocy do szczęścia potrzebne. Raz jeszcze dziękuję! :)

Załączam garstkę zdjęć :)

Żeby nie było, że rzucam słowa na wiatr ... moje śniadanie :D

Piątkowy wieczór z one direction ... wcześniej uległam stereotypowi, że są niefajni...ale po milionie odtworzeń stwierdzam, że są fajni. I przystojni też są. I nie szkodzi, że młodsi.

Mój mały superhero ;)

Najładniejsze z Central Parku, jakie udało mi się zrobić.

... and the world will live as one :)


I na koniec 'poimprezowa', szczęśliwa, spełniona JA ;-)
Chwilo trwaj :)

P.



10 komentarze:

Aleksandra Sobota pisze...

Twoje posty są jak dobra książka przed snem :)
To ja dziękuję za świetne towarzystwo i zakupy w myśl zasady: żyje się tylko raz!
no i mam nadzieję, że nie był to ostatni wspólny shopping?!

Klaudia pisze...

Chciałabym tak wygladać jak ty "poimprezowa" dziewczyno ! :D

Aga pisze...

Cieszę się, że tak Ci tam dobrze :).

martowa pisze...

Oczywiscie, to jak najbardziej Twoj pamietnik i czekam na lajfstajlowe foty :D Calkiem niezly poczatek dnia z takim sniadaniem :D I raaany, sliczna jestes Pati!

Anonimowy pisze...

Więcej wpisów prosimy;)
One direction, luuubię;)

Paula pisze...

Bardzo miło się czyta Twoje posty :) i świetne zdjęcia! Oby tak dalej :-) może uda nam się kiedyś polazic razem po Manhattanie :D

KamilaMJ pisze...

W fajny sposób piszesz bloga, fajnie się czyta i jesteś baaaaaardzo ładna! ;)

maleaupairstory pisze...

W niedzielę zwiedzamy! Z przewodnikiem! <3

Nadia Tomczak pisze...

W końcu fotki! (chociaz nie fair jest to, że połowę z nich widziałam już na FB- foch! ) Zanudzaj, zanudzaj nas tymi ploteczkami i swoim life'em! Ja chętnie poczytam i powzdycham! :D Zdjęcie z CP zajebiste! 1D.. na nich temat się nie wypowiem, bo mam przyjaciółkę, która ich uwielbia i ostatnio poszłam z nią do kina na This is Us (? dobrze zapamietalam?). Też nic do nich nie mam, ale fanką nie zostanę :P
Kurde... Już miesiąc... Masakra jak to zleciało! Nawet mi, tu w PL a to już cud! :D Musimy sie znowu na skype zgadać, kochana :* KONIECZNIE! :D

Monis pisze...

Hahaha to już wiem skąd taki ruch na moim nudnawym i wiejącym pustką blogu :D Dzięki za reklamę ;-) całuję i do zaś! bo już mi tęskno...

Prześlij komentarz