droga do Perfect Family...

Długa nie była, ale dosyć kręta i kamienista.

Zawsze podejmując jakąś znaczącą decyzję w swoim życiu staram się na samym starcie określić pewien cel i na tyle, na ile to możliwe, kurczowo się go trzymać.
Mój początkowy cel wyjazdu : spędzić fantastyczny rok, usłany różami, albo raczej palmami, w słonecznej Californii, pozamykać jak najwięcej spraw w Polsce, wyjechać z czystą kartą, zatęsknić za ojczyzną ( co jeszcze nigdy podczas żadnego wyjazdu mi się nie zdarzyło ), otworzyć oczy na wiele spraw, nakreślić sobie jakiś plan na przyszłość i, moje ulubione, jeszcze bardziej nabrać pokory.
Okazało się, że tego ostatniego zaczęłam doświadczać już na samym początku, kiedy musiały zapaść pierwsze poważniejsze decyzje ...

Dawno, dawno temu, a dokładnie 4 sierpnia dostałam cudowną wiadomość, po 1,5 miesiąca zabawy z aplikacją, " Your Application has been aproved '', co było jednoznaczne z oficjalnym otwarciem au pair room'u. Dawka nowych emocji i wątpliwości. Jak długo będę czekać ? A jak się ktoś pojawi to dlatego, że miałam farta, że są ślepi, że mają jakieś masochistyczne zapędy, że mnie chcą ? A czekać dalej czy brać jak dają ? No i gwałcenie ikony "odśwież"... I jedna, wielka niewiadoma.

5 sierpnia, czyli dzień po otwarciu room'u - Tips for a Great Host Family Interview. No w dupę.. Jak na złość odczytałam tę wiadomość w trasie, w telefonie. Wymachiwanie telefonem na wszystkie strony, żeby lepiej łapało zasięg. Przyspieszone bicie serca. I jest. Woodbridge, Virginia, jakaś godzina do Waszyngtonu. 4 dzieci - 6-letnia dziewczynka oraz 4-letnie trojaczki : dwie dziewczynki i chłopiec. Śliczne, po prostu śliczne. Od razu mail od rodziny, umawiamy się na Skype. No dobra, ale... aż 4 dzieci, to raz. Virginia, nawet jeśli poprzestawiałabym parę literek w nazwie, to nie jest California, to dwa. Rodzice-byli oficerowie wojskowi, to trzy. Ale cały czas w głowie myśl, że przecież nie to jest najważniejsze. No i tu się zaczęło właśnie nabieranie pokory. Przecież, Patka, są rzeczy ważne i ważniejsze, co nie ?
Porozmawiałam z rodzinką na Skype. Czułam się jak przed egzaminem na prawko, co zresztą im powiedziałam. Uśmiechnięci, sympatyczni, pięknie mówili o dzieciach, chyba przygotowali się też w temacie 'moje hobby' bo od razu mówili, jak wiele jest szkół tańca w okolicy ( tak, tańczyłam 10 lat ), jak wiele jest możliwości. Mieli dwie au pair, obie z nich przedłużały pobyt o rok. Brzmiało nieźle. Zaraz po rozmowie przesłali mi maila z przygotowanymi zasadami domu i ogólnym schematem obowiązków, wytycznymi odnośnie samochodu, moich wyjść, telefonów, bla bla. Byli pozytywnie nastawieni po rozmowie i ... chcieli więcej . Dali mi czas na przeglądnięcie tej 7-stronnicowej lektury.
Uczucia miałam mieszane. Z jednej strony lubię konkrety, lubię, gdy wszystko jest czarno na białym, kiedy rodzina ma zasady, bo to dobrze o nich świadczy. Widziałam też, że nie są to zasady tak bardzo sztywne, ale otwarte, elastyczne. Oni sami byli niezwykle otwarci. Polubiłam ich. Nagle zdałam sobie sprawę, że ogarnę tą 4 dzieci, że nie szkodzi, że to Waszyngton, że będzie mi z nimi dobrze. Na dzień dzisiejszy nie wiem, czy wmawiałam to sobie z obawy, że nikt inny się nie pojawi, czy naprawdę byłam wówczas gotowa na przeżycie roku z nimi. Znowu seria wątpliwości, czy się decydować, czy czekać. Przecież zależy mi na szybkim wyjeździe, to może nie ma co wybrzydzać, tylko brać. Było tyle argumentów na tak, że byłam już prawie pewna, że to będą oni. Ale ciągle czegoś brakowało, coś było nie tak, czekałam na coś, nie wiedząc na co... I dowiedziałam się na co czekałam dokładnie 9 sierpnia.

9 sierpnia - Another Family is Interested in You
Znowu wiadomość odczytana w okolicznościach niesprzyjających, tym razem wyszykowana na piątkowe wyjście ze znajomymi w ostatniej chwili odświeżyłam pocztę i znowu na kilka sekund serce przestało bić.
Rockville Centre, NY, jakieś 40 minut od Nowego Yorku, 5 mil od Long Beach...damn it ! 1 dziecko, 5-letni chopiec. Samotna mama. I istotna sprawa : chłopiec jest adoptowany, rosyjskiego pochodzenia. Tym skradli moje serce. Na 2-gim roku studiów miałam praktyki w domu dziecka. Poznałam tam chłopca, dla którego moja rodzina ( mój kuzyn z żoną ) są dzisiaj rodzinką zaprzyjaźnioną. Nie jest to adopcja, ani rodzina zastępcza, żeby czasem nie mylić. To forma wsparcia polegająca na odwiedzaniu dziecka, zabieraniu na weekendy, święta, wakacje. Od czerwca zeszłego roku jest z nami i otworzył nam oczy na wiele spraw. Ale wracając... tym właśnie mnie ogromnie skruszyli. Okazało się, że matka host mamy ma polskie korzenie, ojciec czeskie i ukraińskie. Nie pozostało nic innego, jak umówić się na Skype. Ale ja bez Skype już wiedziałam, że chcę do Nich trafić. To właśnie tego CZEGOŚ brakowało mi w tamtej rodzince, tego przekonania.

Chcąc być fair , następnego dnia napisałam do mojej pierwszej rodzinki informując ich, że na moim profilu pojawiła się właśnie taka rodzina, specyficzna, ale przez to właśnie wydająca się niezwykle bliska i do mnie dopasowana. Wiadomo, nie było jeszcze nic pewnego, ale wolę grać w otwarte karty. Bałam się kolejnej rozmowy na Skype z nimi, z tą pierwszą rodzinką, ponieważ miałam wtedy poznać dzieci. Nie lubię rozczarowań, tym bardziej nie lubię ich sprawiać. Oczekiwałam, że może nawet nie odpiszą na moją wiadomość, zejdą z profilu bez ani dziękuję, ani pocałuj nas w dupę.
Dostałam jednak niezwykle miłą wiadomość, zapewnili mnie o swojej wyrozumiałości i o tym, że trzymają kciuki. Podeszli do tego tak, jak ja lubię do tego podchodzić ! Bez wyrzutów, pretensji. Życie to pasmo wyborów, przecież...Zaprosili mnie nawet na obiad, jeśli kiedykolwiek będę w Virginii. I prosili, żebym dała znać, jeśli jednak nie wyszłoby mi z tą rodzinką. I wtedy polały się łzy. Wzruszyli mnie wyrozumiałością. Może w dzisiejszych czasach tak bardzo nam wszystkim jej brakuje. O byle pierdołę niektórzy potrafią mieć pretensje i wyrzuty. Wystarczyła zatem prosta wiadomość, od prostych, DOBRYCH, ludzi, by cały mój makijaż z sobotniego wieczoru został wchłonięty w bluzę ( nie moją ;p ) .

11 sierpnia odbyła się moja pierwsza i w zasadzie ostatnia rozmowa z single mom. Byłam zachwycona. Szkoda tylko, że nie działała moja kamerka i widzieli mnie tylko przez pierwsze pół minuty. Chociaż jak sobie przypomnę, jak wówczas wyglądałam, to chyba działało na moją korzyść. Host mama łaziła po domu z komputerem pokazując mi wszystko, na chwilę pojawił się mały Tim i Renata, ich obecna au pair, z którą też udało mi się zamienić parę maili, w których przedstawiła mi ich jako bardzo fajną rodzinkę, z którą spędziła cudowny rok. W trakcie rozmowy dowiedziałam się, że mają rozmowę z jeszcze jedną au pair i dadzą mi znać za dwa dni. Okej, więc. Zamieniłyśmy jeszcze kilka maili, dałam Jej do zrozumienia wyraźnie, że jestem zainteresowana i czekam na 'werdykt'.

13 sierpnia miał być dniem, kiedy miało się wszystko wyjaśnić, jednak okazało się, że druga potencjalna au pair dopiero kolejnego dnia będzie dostępna na Skype, więc potrzeba jeszcze jednego dnia.

14 sierpnia - Patrycja, want to be our au pair ? Pytasz, a wiesz ! No chcę! Wiedziałam to już od samego początku. Nieważne, że to nie California. Nowy York był jako drugi na liście miejsc, do których chciałabym trafić. Chcę, bardzo chcę i tak, zostanę Waszą au pair. Słowo się rzekło :)

No, ale zanim agencja dostała informację na temat naszego zatwierdzenia, to ...
15 sierpnia - Important notice from Au Pair Care . Cholera, nowa rodzinka. Pozamiatane. Waconia, Minessota. 3 dzieci , chłopcy : 17, 10, 3. Ten ostatni zaprezentował na jednym z załączonym zdjęć najcudowniejszy bezzębny uśmiech jaki miałam okazję kiedykolwiek widzieć. Szarpnął dosyć konkretnie moim sercem, ale wiedziałam, że należy ono już do kogoś innego :) Rodzinka napisała do mnie wiadomość, ale zaraz później mój au pair room został niewidoczny dla rodzin. Stwierdziłam, że nie ma sensu już teraz tego roztrząsać i wylewać kolejny potok łez. Jakiekolwiek dokonywanie wyboru dotyczącego ludzi to, jak się okazało, zdecydowanie jedna z moich najsłabszych stron.

Tak więc wybrałam moją Perfect Family.
Mój room otwarty był 10 dni.
Czasem zastanawiałam się, co by było, gdybym wybrała wcześniej inną agencję, np. APiA, która oferuje jeszcze więcej rodzin. Na to nie ma reguły. Zawsze wydaje mi się, że dokonuję właściwych wyborów, że kieruje mną jakiś instynkt, popychający mnie w kierunku najlepszej możliwej dla mnie opcji.
23.09.2013 rozpocznie się okres weryfikacji tego wyboru i tych decyzji.
Oby moja perfect family okazała się tą perfekcyjnie perfekcyjną :)

P.

10 komentarze:

Aleksandra Sobota pisze...

Świetna historia, a co najlepsze możemy się spotkać w Nowym Jorku!!! Będę na Ciebie czekać, a rodzina rzeczywiście wydaje się niezwykła (:

Patrycja Żak pisze...

Widzę, że dodajemy sobie komentarze w tym samym czasie ;p

Będzie niezwykle miło się spotkać w NY ! Już niedługo, niedługo ! :)

Paula pisze...

Całkiem niedaleko będziemy od siebie mieszkać : ) Fajnie, że tyle dziewczyn trafia w okolice NYC. Powodzenia dalej! Pozdrawiam ; )

katarzynab pisze...

Gratulację znalezienie rodzinki!!!
Czasami, że to jest to po prostu się wie :D Ja też room miałam otwarty około 2 tygodni i udało się ! :D

koronkowe pisze...

Woooow, ale mega :D

po przeczytaniu Twojej notki zaczynam się zastanawiać właśnie.. czy faktycznie rodzinka z St. Louis jest dla mnie perfekcyjna?
Pierwsze wrażenie miałam nijakie, bo nie wiedziałam czego się spodziewać, miejsce mi średnio pasuje. ale po rozmowie coś mnie ruszyło. tylko zastanawiam się czy ruszyło mnie to, że wydają się super i w ogóle ktoś się do mnie odezwał.. czy to jest to czego naprawdę chcę. wiem jedno. chcę/muszę wyjechać jak najszybciej, żeby wrócić za rok na studia. dlatego też tak ich się trzymam. mętlik w głowie..

Aga pisze...

"zatęsknić za ojczyzną ( co jeszcze nigdy podczas żadnego wyjazdu mi się nie zdarzyło )" - MAM TO SAMO!

Wow, strasznie szybko Ci to poszło. Super, że udało Ci się znaleźć tę perfekcyjną rodzine i oby się tacy okazali później! Mam nadzieję, że wszystko się uda :)

Co do Kalifornii... Cóż, jak wiesz, ja też o tym marzę, no ale jak widać przypadek może wszystko zweryfikować :).

Powiem Ci, że ja się właśnie boję tego, że u mnie będzie odwrotnie, i że będę czekać dłuuuuugo za długo. No ale wiadomo, nie ma reguły i wszystko wyjdzie w praniu :).

Nadia pisze...

"gwlacenie ikonu odswiez" mnie rozgniotlo ! :D I'm still hereeee!!!:D Wchodzę, czytam, komentuje (jak widać nie zawsze jakoś znacząco :P) No i czekam, czekam, czekam na mój termin damn iiiit! ^^

BUZIAKI (chociaż nie wiem why skoro gadamy na face -.-)

Aga pisze...

Nie dziękuję za kciuki, wolę nie zapeszać! Ale trzymać możesz mocno :D.

Karolina Kroczek pisze...

Hej :-) Mega, mega, mega <3 też chcę taką rodzinkę mieć, bo na razie mój pierwszy match nie jest chyba tym 'perfect'. Jakoś tego nie czuję. Obym znalazła też swój :) To jest naprawdę piękne, jak wiesz, że to ta osoba, na którą czekałaś.

A co do homesick, również zaliczam się do tych osób, które nie tęsknią za ojczyzną... nie wiem, czy to przez to, że nie czuję, że tutaj jest moje miejsce na świecie, czy po prostu nie wyjechałam nigdy na aż tak długo, by móc to poczuć, no... ale nie czuję i tyle.

Czekam na kolejną notkę :) Aha - zapomniałam. Gwałcenie ikonki odśwież - myślałam, że to tylko moja przypadłość, hehe :D Jak to zabawnie przeczytać, że ktoś też tak ma :)

Pozdrawiam i życzę Ci wszystkiego dobrego, by rodzinka okazała się tą perfekt (już na żywo), byś przeżyła niesamowitą przygodę i nabrała dużo, dużo pokory :)

Buziaki,
K.
:*

Patrycja Żak pisze...

Dzięki Karo !
Nutka cierpliwości i szczypta pokory receptą na sukces i perfekt rodzinkę ! Jestem pewna, że i Ty wkrótce znajdziesz swoich i będziesz przygotowywać się do wylotu ! Ogromnie kibicuję ! :*

A jeszcze właśnie odnośnie tęsknoty za ojczyzną. Właśnie ciężko określić, czy ten brak przywiązania wynika z tego, że nie zmierzyłyśmy się z dłuższym pobytem gdzieś czy po prostu nie tu jest nasze miejsce. Ja najdłużej byłam za granicą 3 miesiące i niestety to było za mało, żeby zatęsknić i chcieć wrócić : tradycyjnie powrót do domu był najgorszym, co wówczas mogło mnie spotkać.
Może rok bez znajomych i polskiego języka zweryfikuje gdzie nasze miejsce.

Buźka! :*

Prześlij komentarz