washington.phila.baltimore / 50 days!

Jest czwartek wieczór, a pisanie tego posta rozpoczęłam w poniedziałek.
Zaprawdę powiadam, nie mam zielonego pojęcia kto steruje czasem, ale jak Boga kocham, znajdę go i wsadzę mu te wskazówki w dupę. Proszę mi wybaczyć szczerość, prostolinijność i ubytki w elokwencji. Ten tydzień wygląda dość klasycznie, ale czuje się mniej więcej tak :

 

Jedyną różnicą jest to,że mój mały nie ma smoczka, a ja nie mam korony :) Ale od początku ....

Weekend spędziłam na wycieczce. Moim postanowieniem na starcie było odhaczenie choćby małego procentu rzeczy z mojej listy 'to do' jeszcze w tym roku, mimo nie sprzyjającej już do końca pogody. Skorzystałam zatem z propozycji koleżanek, Sary i Camili i wybrałyśmy się na wycieczkę do Waszyngtonu, Filadelfii i Baltimore. Program był dosyć napięty, wycieczka polegała głównie na odhaczeniu w jak najkrótszym czasie jak najwięcej atrakcji turystycznych. Tym sposobem pierwszego dnia udało nam się zobaczyć Independence Hall wraz z Liberty Bell w Filadelfii. W Waszyngtonie zaczęliśmy od National Air and Space Museum, Madame Tussauds Museum, Lincoln Memorial, Jefferson Memorial, White House (niestety tylko z daleka :( ), Vietnam Veterans Memorial i coś wydaje mi się, że coś pominęłam, ale korzystam w tym momencie z programu wycieczki żeby to jakoś posegregować . Drugi dzień spędziliśmy w jakichś jaskiniach, dokładnie : Virginia's Shenandoah Gaverns (podziemne cudeńka), a w drodze powrotnej do NYC zwiedzaliśmy port w Baltimore. Wycieczkę załatwiałyśmy przez taketours.com ... Sporo au pair korzysta z tej strony, ponieważ często pojawiają się promocje "buy 2 get 3rd free". Tym sposobem wycieczka kosztowała nas 51$. Doliczyc trzeba było jednak wejścia do muzeum ( 2x23$ ) oraz opłata za service ( 7$ za dzień, czyli w sumie 14$ ). Wrażenia pozytywne, jak na zobaczenie tylu miejsc w tak krótkim czasie, zakwaterowanie w fajnym hotelu (śniadanie w cenie), komfortowy autobus oraz całkiem mili przewodnicy. Minusem była ilość Chińczyków, a wiemy jak wyglądają Ich wycieczki : mapki w rękach nawet, gdy są w muzeum, maseczki na twarzach, konserwy w autobusie oraz robienie zdjęć nawet podczas snu :) Nie mam nic do Nich, absolutnie(!), ale po dwóch dniach z anglo-chińskim przewodnikiem miałam serdecznie dość cing-ciang-ciong. Każde miasto ma swój urok i jest warte odwiedzenia, a także poświęcenia znacznie więcej czasu. Mnie zależało na 'odhaczeniu' jak najwięcej miejsc, zatem wycieczkę zaliczam do udanych. Aczkolwiek być może zawitam jeszcze kiedyś do któregoś z nich, już we własnym zakresie, jak starczy chęci i czasu, a z tym drugim to dość kiepsko... :) Jeśli ktoś zamierza korzystać z ich usług i ma jakieś szczegółowe pytania to proszę pisać.

W poniedziałek powitał nas ... śnieg. Tak, od tego zaczynałam właśnie pisać posta w poniedziałek, ale po dzisiejszym powrocie do lżejszej kurtki i okularów przeciwsłonecznych stwierdziłam,że to już nieaktualne, dawno i nieprawda. Śnieg, zimno, zmarznięte ręce i przemoczone buty, a na przystanku z moim małym wyglądaliśmy jak dwa bałwany. Moje kumpele z Brazylii obudziły mnie rano, przyjeżdżając pod mój dom tylko po to, żeby pokazać mi jak się cieszą ( nigdy wcześniej nie widziały śniegu). Już kilka dni wcześniej zresztą mówiły, jak bardzo nie mogą się doczekać. Powiedziałam im wówczas, podczas jazdy pociągiem, że daję im max 4 dni radości. Pan siedzący koło mnie, popatrzył na mnie znużonym spojrzeniem i powiedział : ja im daję 20 minut. No niestety, zima zbliża się wielkimi krokami i pierwsze symptomy mamy już za sobą. Prócz tego ubieranie Młodego do szkoły zajmuje nam dłużej niż zwykle, a do tego pilnowanie czapki, rękawiczek, żeby się nie zgubiły. Poza tym wracając w poniedziałek z siłowni, w słuchawkach Jessie J buczała mi, że czuje się sexy and free, a ja przemoczona, zmarznięta z czerwonym nosem mogłam pozwolić sobie jedynie na to drugie.

We wtorek dla odmiany słoneczko. I przyspieszone tempo, o którym pisałam. Codziennie staram się skoczyć na siłownię, w ciągu dnia mykam do biblioteki, jakieś szybkie zakupy, czasem do banku,żeby zrealizować czek, po drodze kawa, w domu szybkie ogarnianie. Normalnie zostaje mi jeszcze trochę czasu dla siebie, ale w tym tygodniu nie ! Może nie odespałam tej wycieczki, może brakło mi niedzielnego chillu w NYC, ale jestem po prostu...totalnie zmęczona :) Dziś prawie zasnęłam na karate . A propos karate. Instruktorzy dokładają wszelkich starań, żeby mnie zwerbować do ekipy, więc jeśli za jakiś czas wrzucę zdjęcie w biało czarnym kostiumie z tygrysem na plecach to znak, że im uległam ;)

Środa. Środa była dniem kiedy czułam się tutaj jak w domu, bardziej niż u siebie w domu. To niezwykłe uczucie, gdy po jakimś czasie osoby z miasteczka przestają być anonimowe, w sklepie spotykasz sąsiada z naprzeciwka, zaliczasz poranną herbatkę na ploteczkach u kumpeli ( pozdrawiam, Arletka :) ), a w drodze do domu całkiem przypadkiem spotykasz jeszcze inną koleżankę z jej host dzieciakiem. To wszystko sprawia, że nie tęsknie. Nadzwyczaj w świecie nie tęsknię. Może już powinnam, w końcu niedługo miną 2 miesiące jak tu jestem. 2 niezwykłe miesiące, każdy dzień inny, niesamowite emocje i zmiany w samej sobie. Już teraz czuję, że się zmieniłam. Wiem też, że wszystko co tu się dzieje odczuwam mocniej, jakby z podwójną siłą. Bardziej wierzę, bardziej chcę, bardziej działam. Jest pięknie :)

Relacje z rodzinką w porządku. W tym momencie wyglądają one mniej więcej tak :

T: Mom, may I please have an ice cream ?
HM: Ask Paty...
T: Mom, may I please watch that ?
HM: Ask Paty...
T: Mom...?
HM: Ask Paty...

Tak więc...who's the boss now ? :D Uwielbiam ich nad życie :)

Uh, jakoś przebrnęłam przez naskrobanie tego posta. Mam nadzieję, że Wy również :)

Załączam kilka zdjęć, narobiłyśmy ich mnóstwo, ale zostawię tylko namiastkę. Jeszcze jedno, a propos wycieczki. O tej porze roku, gdy dzień jest dość krótki, część atrakcji zwiedzaliśmy niestety już po ciemku, tak więc zdjęcia np. wszystkich memoriali, jak również Białego Domu są strasznie słabej jakości, dlatego też te sobie odpuszczam. A, no i ... akurat jak byłam na kawie z Obamą to padł mi aparat. Telefon mi też padł. Jemu też padł. Tak więc wspólnego zdjęcia nie mamy :(

Weekend się zbliża, plany już się tworzą. Nie pozostaje mi nic innego jak życzyć Wam i sobie pozytywnego końca tygodnia i niezmarnowania ani sekundy ! :)

P.


Phila 
National Air and Space Musem
polsko-brazylijski team
w tle Capitol ...i Niemka

;-)
Najwięcej radości u Madame Tussauds






Baltimore



  

9 komentarze:

Anonimowy pisze...

Cing,ciang :D widze Pat,ze i chinski opanowalas na wycieczce!!:) byla herbatka to teraz zostala kawka ! :)

Sandra pisze...

Nie tylko Tobie tak czas leci. W sumie dobrze, co chwile wypłata, hahaha :D

Aleksandra Sobota pisze...

do zobaczenia w NYC w niedzielę! dość Obamowania, teraz masz znaleźć czas dla mnie (:

Aga pisze...

O, to ja chyba tez bede korzystac z tej stronki ,zeby jakas wycieczke ogarnac :). Juz bym chciala gdzies jechac, a jeszcze sie tu do konca nie ogarnelam przeciez w tej okolicy.

Na szczescie u mnie snieg raczej nie spadnie... Ostatni snieg tutaj byl kilka lat temu i to tez wyjatkowo, wiec oby nic sie z tym nie zmienilo :P.

Podobaja mi sie te zdjecia :)

Anonimowy pisze...

Bardzo sie ciesze, ze wszystko jest naprawde dobrze. Wydajesz sie byc meegaa mila osoba, chociaz Cie nie znam osobiscie :)

Patrycja Żak pisze...

Bardzo mi miło! Dziękuję :)

Nadia Tomczak pisze...

Kocham twoje zdjęcia! Z MJ i z piano najlepsze! <3 Byłam kiedyś u MT w Londynie, ale radocha! Tańczyłam z kumpelą na rurze z Britney ;) A potem poszliśmy do lochu strachów... O rany ale było fajnie!

Rozbawił mnie pan "20min" święta racja! Prawda jest taka u mnie co roku w zime: śniegg!! aaa !!! zajebiście!! wychodzę na dwór, taplam się w śniegu a po 15 min jak już jestem przemoczona, zmarznięta i zmęczona, myślę, że mogłaby przyjść już wiosna :P
A ci instruktorzy, to mam nadzieję, że chociaż przystojni! Jeśli tak to nie wiem na co czekasz ;)
Ty nie marnuj ani sekundy, a ja dzisiaj zmarnuje cały wieczór, żeby trochę odreagować! (jutro ide do pracy na 7 -.-)

Spadaj, bossie. Masz niezmiemską HF! :***
Buziaczki z mojej wiochy! :***

Patrycja Żak pisze...

Wlasnie przystojni..dlatego wole sie trzymac od nich z daleka :D

Patrycja Żak pisze...
Ten komentarz został usunięty przez autora.

Prześlij komentarz