#driving license #au pair meeting #new place, new friend? #best thanksgiving gift ever !

Cześć.

Mam dzisiaj strasznie dużo do podzielenia się i jestem niemalże pewna, że coś przeoczę. Moja systematyczność kuleje, a ja ogromnie nad tym ubolewam! Starałam się nadrabiać zaległości w czytaniu Waszych postów i odpisywaniu znajomym - chociaż te dwie rzeczy mi się udały i jestem na bieżąco :)

Zeszły tydzień jak zwykle intensywnie, z tą jednak różnicą, że mniej więcej od poniedziałku do czwartku był niesamowicie bezproduktywny. Zbierałam się do mojego prawa jazdy cały tydzień szukając motywacji wszędzie, tylko nie w podręczniku dla kierowców. Ostatecznie pojechałam do ośrodka dopiero w piątek, zostawiając za sobą 4 cudownie zmarnowane dni na powtarzaniu sobie w kółko : muszę się uczyć. 3 lata studiów nauczyły mnie,że warto siąść nad czymś i spiąć dupę, zrobić coś raz a porządnie i mieć święty spokój. Te same jednak 3 lata studiów potwierdziły tylko to, że lubię zwlekać na ostatnią chwilę, więc tak czy inaczej trochę sobie na siebie ponarzekać muszę. Egzamin pisemny już za mną, zdany na 100%. Wielkim wyczynem na pewno nie był, aczkolwiek widząc zestresowanych ludzi z ogromnymi oczami skierowanymi w moją stronę z pytaniem:  "zdałaś ?!", zastanawiam się, czy naprawdę jest dla nich trudny, czy po prostu moje mordowanie się z polskim prawem jazdy tak mnie uodporniło, że teraz już żaden diabeł mi niestraszny (edit : teraz jak czytam raz jeszcze, co napisałam,przyszło mi na myśl,że może po prostu wyglądałam na jakiegoś tępostrzała ? :D ). Czekam obecnie na przejście przez kilkugodzinny kurs, później dodatkowe lekcje jazdy i wyznaczenie daty egzaminu praktycznego. Dla wszystkich zainteresowanych, po ukończeniu już całej procedury i, mam nadzieję, z dokumentem w portfelu, zamierzam napisać post o całej procedurze związanej z wyrobieniem tutejszego prawka, czy trzeba, czy nie trzeba, kto za to płaci, itd. Teraz nie ma sensu, gdyż sama słyszałam milion wersji na ten temat i dopiero na własnej skórze mam przyjemność dowiadywać się jak jest naprawdę. Miejmy nadzieję, że pójdzie to sprawnie i jeszcze w tym roku kalendarzowym uda mi się tą sprawę zamknąć. 

Zadowolona z siebie w piątkowe popołudnie czułam, że mogę wszystko. Czekało mnie tego wieczoru spotkanie z koordynatorką i miejscowymi au pair, ale wiedziałam, że wieczór szybko się nie skończy. Spotkanie mieliśmy w jakiejś pracowni ceramicznej. Musiałyśmy kupić jakąś rzecz, a później naszym zadaniem było własnoręczne udekorowanie jej z możliwością np. napisania dedykacji i podarowania jej później jako prezent dla host dzieci czy rodziców. Pominę, że w zaproszeniu byłyśmy poinformowane o przedziale cenowym tych rzeczy w granicach 7-20$, a po powitaniu na miejscu zaoferowano mi PRZEPIĘKNY wazonik za JEDYNE 48$. Każda z nas czuła się trochę naciągnięta, bo szczerze, nikogo nie interesowało malowanie farbami przez 2 godziny wzorków na ceramicznym bałwanku czy płatku śniegu. Niemniej jednak było już za późno,żeby się wycofać, każda z nas zatem wybrała coś dla siebie i starała się pomalować swoją zdobycz jak najlepiej, żeby nie uprzykrzać sobie wieczoru. Suma sumarum, nie było tak źle, większość dziewczyn już poznałam wcześniej, koordynatorka, mimo, iż słyszę o niej wiele złych słów, mnie osobiście jeszcze niczym nie zaszkodziła, ba! Ostatnio rozmawiałyśmy przez telefon ponad pół godziny o pierdołach. Tak więc wspólnymi siłami uratowałyśmy to nasze au pairkowe spotkanie, które zakończyłyśmy już w mniejszym gronie ...

... W irlandzkiej knajpie, z roześmianymi ludźmi, whiskey, muzyką i dobrą zabawą. Szukałam tu przez 2 miesiące swojego miejsca, swojego pubu, do którego wejdę i przywitam się z barmanem jak z 'kumplem'. Szukałam i było ciężko znaleźć, pojawiając się co chwilę w nowych miejscach, wszędzie będąc traktowana jako 'nowa' i odpowiadając ciągle na te same pytania. Nieraz już z automatu po nieśmiałym ''hi ..." miałam ochotę odpowiedzieć, że jestem z Polski, że tu pracuję i mieszkam, że tak, jak najbardziej enjoy'uję czas tutaj i że w ogóle fuck*n awesome. Na początku to była jedna z najfajniejszych rzeczy tutaj, bycie dostrzeganą przez tutejszych jako 'obca, nowa, nieznana'. Mam nadzieję, że nie brzmi to zbyt próżnie.No, wiecie o co chodzi, najzwyklejsze ludzkie ( w szczególności kobiece ) poczucie bycia zauważoną, docenioną. Z tym niestety trzeba uważać i trzymać odpowiedni dystans. Pamiętajcie, jak my siebie traktujemy, tak inni będą traktować nas. Ale wracając ... Wieczór w Stingers'ie okazał się być bardzo owocny zarówno jeśli chodzi o miłe spędzenie czasu z moimi dziewczynami, jak również nowe, naprawdę fajne znajomości. I wygląda na to, że nie będą to znajomości 'jednego wieczoru' :) Zobaczymy ! W każdym razie w końcu możemy powiedzieć o jakiejś knajpie, że jest 'nasza' i z przyjemnością odczytuję teraz wieczorne wiadomości o treści " our place tonight? ". 

Weekend był najspokojniejszym póki co dotychczas ze wszystkich, które miałam okazje przeżyć na amerykańskiej ziemi.  Sobotę ograniczyłam do wyjścia na kawę ( mimo wcześniejszych planów wycieczki rowerowej nad ocean)  oraz wieczornej imprezy, choć zaliczyć ją mogę do bardziej przeciętnych.  Dopadło mnie ogólnie totalne zmęczenie, wynikające chyba ze zwolnienia narzuconego sobie wcześniej tempa. Mój organizm się buntuje, zwiększona ilość kawy nie działa, oczy się same zamykają, zaliczam popołudniowe drzemki totalnie nieświadomie( a jeszcze w ostatnim poście pisałam, że nie chcę spać popołudniu!), a do tego dziś przeżyłam trzeci w swoim życiu dziwny przypadek, gdy nie mogłam się obudzić mimo, iż bardzo chciałam, w pełni świadoma tego, że leżę na swoim łóżku, że jestem w trakcie drzemki, że zaraz mam iść po małego, że wiem doskonale co się wokół mnie dzieje, mózg pracuje, ale ciało nie odpowiada,  przez co nie mogę się wybudzić, nie mogę się nawet ruszyć i z trudem przychodzi mi oddychanie. Kiedyś zaliczyłam to uczucie do najgorszych, jakie kiedykolwiek przyszło mi doświadczać i po którym wybudzałam się z przerażeniem i krzykiem. Dziś obyło się bez krzyku, ale potwierdzam sobie samej, że to jakaś miażdżąca tortura. Poprzednimi razy działo się to, gdy byłam po prostu zmęczona. No więc mówi to samo przez się. Codzienne wstawanie o 6, późniejsze ostatnio chodzenie spać, imprezowy weekend bez ani jednego dnia dłuższego snu ( nawet jak nie pracuję to budzę się bardzo wcześnie ). Dzisiejszy wieczór rzekomo należy do jednych z najbardziej świętowanych przez Amerykanów. Jest to wieczór poprzedzający Thanksgiving, podczas którego puby, kluby, są pełne! Możecie się tylko domyślać jak bardzo ze mną źle, skoro odpuściłam ;p I mało tego, z przyjemnością myślę o najbliższych dniach, które mają mnie wraz z moją host rodzinką totalnie zrelaksować i pozwolą troszkę zmienić otoczenie.
Wcześnie rano wyjeżdżamy do Massachusetts do rodziny na Święto Dziękczynienia, zostajemy aż do soboty, poświęcając cały piątek na zwiedzanie Bostonu. Cieszę się ogromnie, bo to miasto na mojej liście 'must to do/see'. Plany się nam zmieniały kilkakrotnie przez ostatnie dni, była nawet opcja, że nie pojedziemy nigdzie, w rezultacie jednak, o ile przez noc nic się nie wydarzy, się udało, zatem...Boston, I am coming :) A impreza poczeka ... ;)

I ostatnia rzecz, o której chcę tylko wspomnieć, ponieważ zamierzam poświęcić jej cały kolejny post... Mianowicie : rozterki...rozterki...bardzo dużo rozterek i wątpliwości. 
Im dalej w las, tym więcej drzew. Im dłużej w coś brnę, im bardziej uporczywie staram się znaleźć odpowiedzi na pewne pytania i rozwiać wątpliwości, tym napotykam więcej trudności, które prowadzą tylko do jednego: wielkiego burdelu w głowie, znacznie większego, niż w damskiej torebce.
Część już może wie, że naprawdę intensywnie zaczynam zastanawiać się nad przedłużeniem programu. Równie intensywnie zaczęłam też doceniać to, co mam w Polsce. Mimo odległości spotykam się z taką serdecznością ze strony moich ludzi, odgrzebałam tyle starych, dobrych znajomości, nawet myślenie o Świętach Bożego Narodzenia bez MOICH ludzi wywołało u mnie pierwszy, ale to naprawdę pierwszy raz wzruszenie i chęć bycia w dwóch miejscach naraz. Podniosłam sobie poprzeczkę, jeśli chodzi o marzenia i wiarę w ich spełnienie. Co jednak, jeśli w tym momencie marzę tylko i wyłącznie o tym, by móc zatrzymać czas, mieć wiecznie 22 lata i mieć możliwość być w dwóch miejscach naraz ( albo i więcej, jakby się dało ) ? 
Do moich rozterek w znacznej części przyczynił się list, który przeczytałam dziś, napisany przez moją hostkę. Nie wiem, co ona wymyśliła, najprawdopodobniej jest to jakaś forma konkursu na opowiedzenie swojej historii au pair, oczywiście z perspektywy host rodzica i zgadzałoby się to, ponieważ dostawałam na maila informacje, że coś takiego ma miejsce. Wysłała mi go dziś, jakby nigdy nic. A ja czytając go, dochodzę do siebie nadal i podejrzewam, że będę dochodzić do siebie do końca mojego pobytu tutaj. To były najbardziej zmiękczające serce słowa, jakie dane było mi czytać i które były pisane na mój temat. Nie będę publikować tego tutaj, bo nie wiem nawet, czy mogę,  choć bardzo bym chciała, bo jest to rzecz, którą mogłabym się chwalić teraz godzinami i z przyjemnością wytatuowałabym sobie jej słowa na czole ;)
Jeżeli ktoś ze stałych bywalców ma ochotę poczytać jaką jestem au pair z perspektywy host mamy, to podeślę z przyjemnością. Choć i tak uważam, że to wszystko, co w liście zawarte, to zdecydowanie zbyt wiele.
No, ale ! Zmierzając już do końca i zamykając ten temat na dzień dzisiejszy ... pomyślcie jak bardzo rozdarta czuję się w środku czytając : "(...)I already dread the day she leaves us" i czując, że I already dread the day I leave them .... 

Happy Thanksgiving dla wszystkich 'tutejszych' ! I pomyślnego zakupowego szaleństwa na Black Friday :)

P.

8 komentarze:

Anonimowy pisze...

Święto Dziękczynienia mycha! Napisz koniecznie jak go obchodzisz!
Przejdziesz do historii pisząc tak długie posty ;-)
Ale Kurczaki! wiesz co? podoba mi się to!

I wiesz co jeszcze? Rozterki, wątpliwości są zawsze w każdym z nas... z tym że niestety. Nie każdy potrafi o nich mówić, Ba! Są ludzie którzy absolutnie do tego się nie przyznają, ukrywają to. Bo to coś złego, bo to nie wypada! A nie o to chodzi w życiu.

Co do listu-nie rozumiem formy- Dlaczego? Po co, Jak!

I ostatnie
Pamiętaj, że to nie myśli weryfikują nasze życie, tylko działania i decyzje. Podejmujemy je, właściwe każdego dnia i to od tego zależy kto gdzie się znajduje. A pomysł z przedłużeniem programu brzmi na prawdę ciekawie!!!
A. Zaczełam pić kawę, i co! wystygła. Wielkie dzięki.
;)

3maj się ciepło! women.

Nadia Tomczak pisze...

Kurcze, dużo się dzieje u ciebie! Laska, słuchaj, czy ty przypadkiem przed wyjazdem nie mówiłaś, że nie chcesz być dłużej niż rok? Aż boje się wyjeżdżać, skoro i ty zmieniasz zdanie i chcesz zostać dłużej.......... Wyślij mi ten list! Chcę się dowiedzieć jak to być Perfect Au Pair :P
Dasz radę Pati, kto jak nie ty??? I pamiętaj, ZAWSZE jak będziesz chciała pogadać, to jestem! :***

Nadia Tomczak pisze...

AHA NO I GDZIE JAKIES FOTKI?!?!?!?! :D

Aleksandra Sobota pisze...

Bo my się wymieniłyśmy po prostu miejscami - ja miałam zostać na zawsze, wracam na pewno, ty miałaś być na rok, zostajesz na zawsze :D
ja zbierałam się do prawka równe dwa miesiące, więc ten tydzień to naprawdę nie było tak długo! gratulacje teorii! :)

martowa pisze...

Wiesz co ... ja mam wrażenie, że generalnie najlepsze są irlandzkie puby :P We Włoszech też niby tyle ciekawych miejsc itd, ale bez względu, czy to była Bolonia, czy Rzym - zawsze szukałam irlandzkiego pubu, gdzie każdy był no 'swój'.
Tak, kobieta lubi być zauważona, ale też chyba do czasu hm? Potem potrzebuje poczuć się trochę bardziej 'na swoim i u siebie' :D
Rozterki to na pewno nieodłączny element programu ... ale wiesz, to dobrze. Zakładam, że nabrałaś na pewno dystansu do spraw, które kiedyś Cię tam drażniły w PL (czy to jakieś mniejsze konflikty), a teraz patrzysz na to z przymrużeniem oka.

Powodzenia i czekam na kolejnego posta :)

PS. Oficjalnie biorę się za nadrabianie zaległości blogowo-komentarzowych i ja nie wiem jakim cudem dajesz radę tak systematycznie prowadzić bloga, komentować, pisać ze znajomymi ... ja mam wrażenie, że przydałaby się jakaś petycja do rządu o dodatkowe 3-4h dziennie na te czynności by jest tak sumiennie wykonać :D

Patrycja Żak pisze...

women... opiszę więcej o tym liście w kolejnym poście. Generalnie jest jakiś konkurs au pairkowy, a zgłoszenie polega na napisaniu listu do agencji przez host rodzica, w którym opisuje on swoje relacje z obecną au pair i ogólnie to, jak pracuje blabla. Nazwali to listem, ale ogólnie to najnormalniejsza w życiu wypowiedź pisemna ;p
A za kawę przepraszam ! Jak trafisz w okolicę NYC to stawiam ! :*

Naduś, odezwę się na priv. A fotki wkrótce, miałam zastój straszny i niewyjściową twarz :D

Aleks, na zawsze może nie! Przynajmniej na chwilę wrócę do PL zobaczyć Twoje mieszkanie :)

Martusia, dystans to teraz moje drugie imię, naprawdę :-) Choć w niektórych kwestiach go zmniejszyłam na pewno, bo sama odległość już sama go tworzy, więc nie mogę popadać w skrajność. Mam nadzieję, że prędzej czy później naprawdę zobaczę jasny obraz siebie i tego, czego chcę od życia :)

Sandra pisze...

Rozterki rozterki rozterki....chyba ma je każda au pair, ale też nie au pair. Nie każdy jest wstanie o tym mówić czy też pisać, ale na prawdę nie ma czego się wstydzić. Tak samo jest z homesickiem...ale to dobrze, że ma się to świadomość, że tak na prawdę w Polandii jest ktoś kto na nas czeka i że mamy do czego/kogo wracać.

btw. bardzo ździwił mnie fakt, że masz 22 lata o.O

Aga pisze...

Tez sie mordowalam z polskim prawkiem, a za tutejsze sie jeszcze nie zabralam... Odkladam i odkladam. Niby mam jeszcze chwile czasu, ale pewnie skonczy sie tak, jak u Ciebie. Tak czy siak, Ty sie ruszylas, to i ja musze. Czuj, ze jestes moja motywacja haha

Nie zdaze doczytac notki do konca, wiec dokoncze potem :D

Prześlij komentarz